Pewnego jesiennego wieczoru, wiele lat temu siedzieliśmy właśnie przy kolacji, kiedy niespodziewanie nasz gospodarz (sławny trener i hodowca Jerzy Ożga), uśmiechając się szelmowsko zadyrygował:

No to co kochani, pojedliście? To idziemy na jazdę!

– Na jazdę? W środku nocy? –  Bez entuzjazmu spojrzeliśmy  za okno – ciemno, zimno, słotnie, jak to w listopadzie. Opcja spędzenia reszty wieczoru przy kominku wydawała nam się bardziej kuszącą przygodą  Na myśl nam nawet nie przyszło, że przygodę, która czekała na nas za oknem, zapamiętamy do końca życia oraz, że na zawsze zmieni ona nasze rozumienie relacji człowiek-koń. Najedzeni i lekko senni wytoczyliśmy się przed dom, gdzie według słów gospodarza miały już czekać „gotowe” konie. Jakież  było nasz zdziwienie, gdy zorientowaliśmy się, że nasze ”gotowe” konie są zupełnie gołe – bez siodeł, tranzelek, wędzideł.

Że niby mamy jechać na gołych koniach? Po ciemku? Jak to? – wdrapując się posłusznie na ich grzbiety byliśmy niemal pewni, na pierwszym zakręcie „zbrykną nas” i wyzwolone pogalopują przed siebie na oślep w ciemną noc. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu nic jednak się takiego nie wydarzyło. I to pomimo, że byli wśród nas także jeźdźcy zupełnie początkujący. Konie z niewiadomych pobudek posłusznie obwiozły nas po lesie, potem był krótki galop po plaży a na koniec zjazd z bardzo stromej wydmy – niesamowite uczucie, kiedy niczego nie widzisz, a koń pod tobą zapada się w dół.  Nie było innej możliwości jak tylko całkowicie mu zaufać. I wiecie co? Nasze zaufanie nie zostało zawiedzione.

I oto tak –  w najkrótszym skrócie – wyglądała nasza pierwsza lekcja NATURALU. Tak właśnie udziela lekcji jeden z najlepszych polskich trenerów Pan Jerzy Ożga. Zero teorii. Sto procent praktyki. Wnioski wyciągasz sam. Przyjeżdżasz do niego, jako wszystkowiedzący instruktor szkoły angielskiej, wyjeżdżasz jako pokorny „początkujący”. „Wiem, że nic nie wiem”, to bardzo dobry start do nowej przygody. Wierzyłeś, że tylko oparta na przemocy szkoła angielska może dać Ci kontrolę nad koniem.  Jedziesz na jedną przejażdżkę i rozumiesz, że przemoc jest zupełnie zbędna.

Zrozumieliśmy, że wszystkiego trzeba się zacząć uczyć od nowa. Z zapartym tchem pochłanialiśmy dzieła takich ikon naturalu jak Monty Roberts, Pat Parelli, Mark Rashid czy Karen Rholf. Ważnym punktem zwrotnym był udział w szkoleniu „Koń naturalny, naturalny jeździec”  organizowanym przez lek. wet. Jakuba Gołębia w Rancho-Stokrotka. Potem kolejni nauczyciele przekazywali nam kolejne porcje wiedzy. Bardzo wiele nauczyliśmy się też od państwa Wróblów z Modrzewiowej osady, gdzie poznaliśmy zdrowe i szczęśliwe konie hodowane metodą otwartą, którą z powodzeniem wprowadziliśmy u siebie. To było  kolejne zaskoczenie. Okazało się, że nasze konie nawet zimą i nawet podczas deszczu, są zdrowsze i szczęśliwsze na pastwisku niż w ciepłej i osłoniętej stajni. Nawet, gdy mają do niej dostęp (bo stajnia pozostała) wchodzą tam jedynie po to, by sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie pozostawił tam czegoś dobrego do zjedzenia.

Jednak najlepszymi nauczycielami były nasze własne konie

Cały czas uczymy się. Każdy nowy koń, to nowy nauczyciel, jednak najwięcej uczą nas te konie, które sprawiają trudności. Gryzące, kopiące, nieposłuszne. Najciekawszym odkryciem, było to, że właśnie one są najbardziej inteligentne, co więcej JEDYNIE natural jest w stanie je z tego błędnego kręgu przemocy wyprowadzić.

Dlaczego natural?

  Jeszcze 10 czy 15 lat temu naturalne, oparte na porozumieniu podejście do koni było zupełnie nieznane, dziś coraz więcej ośrodków oferuje, kursy, szkolenia a także możliwość praktykowania pracy z ziemi i jazdy na swobodnych koniach. I my włączamy się czynnie w popularyzację tego podejścia. Czym zatem jest natural i czemu zawdzięcza swój renesans? (Renesans, bo przecież Indianie znali i praktykowali ten styl jazdy już tysiące lat temu). Czy jest to postęp czy przejściowa moda? Według Andrzeja Makarewicza autora artykułu Natural Horsemanship – jeździectwo naturalne –  wydaje się, iż jest on naturalną konsekwencją wzrastającej świadomości człowieka i poszukiwania jego miejsca w świecie przyrody. Po erze bezlitosnego podporządkowywania sobie natury, dziś coraz większy nacisk kładzie się na szukanie z nią równowagi. Wcześniej zmuszaliśmy konie do spełniania naszych poleceń, przekazując je za pomocą naszego, niekoniecznie zrozumiałego dla koni języka. Obecną rewolucję zawdzięczamy odkryciu i zrozumieniu unikalnego języka koni. Języka ciałą, który jest uwarunkowany genetycznie, a nie wyuczony. Do tej pory szkolenie koni oparte było na bólu i przemocy, teraz możliwe stało się porozumienie.

Julie Goodnight, sławna trenerka i popularyzatorka naturalu pisze W jeździectwie naturalnym uczymy się rozumieć końskie zachowania instynktowne i stadne, oraz wykorzystujemy tę wiedzę do uzyskania chętnego partnerstwa i komunikacji z koniem. I to w sposób, który jest dla niego zrozumiały. Konie używają języka znaków, wykorzystując do tego każdą część swego ciała: podniesienie głowy, ustawienie ucha, gesty nozdrzy i warg, ruchy nosa, przednie kopyta, tylne kopyta, pozycja ogona, oraz kilka zróżnicowanych słyszalnych przywołań. To zawiły język i bardzo charakterystyczny.

Odkrycie tego języka jest zasługą Monty’ego Robertsa (jego Człowiek, który słucha koni to lektura obowiązkowa), który na podstawie obserwacji dzikich mustangów wyróżnił ponad 150 znaków, którymi w stadzie porozumiewają się konie. Znaki te nazwał językiem Equus. Jego poznanie i używanie w jeździectwie uważa się dziś za podstawę. Największą zasługą Monty’ego na zawsze pozostanie fakt, że jako pierwszy pokazał szerokiej publiczności, że „można inaczej”. W ten sposób uczymy konia w sposób jaki jest zrozumiały dla koni, a nie jaki jest zrozumiały dla ludzi.

Według Pony’ego (innego autorytetu w tej dziedzinie), jeźdźcy zbyt często oczekują, że konie będą myśleć tak jak oni – czyli po ludzku. To jest nierealne i dlatego prowadzi do porażek.

Jak mawia na swoich kursach Ray Hunt: Pomyślcie o waszym koniu. Spójrzcie na wędzidła i wszystkie wynalazki, które ludzie zamawiają dziś w sklepach jeździeckich. Przecież, gdyby koń tam wszedł, dostałby zawału serca! Dobry Boże, to chyba nie dla mnie! – powiedziałby. A jednak to dla niego… bo na przykład macha głową. On macha głową, bo mówi nam, że mamy sztywne ręce, że go szarpiemy, że go boli. A my zmieniamy mu wtedy wędzidło na ostrzejsze, bo pewnie „coś nie tak z tym wędzidłem…”.

Odpowiednia postawa serca

Według Pata Parellego, to właśnie brak emocjonalnego przygotowania jeźdźców prowadzi do użycia wytoków, nachrapników i wypinaczy. Kiedy koń jest spięty, jego głowa podnosi się, grzbiet staje się wklęsły i koń chce uciec. Będzie chciał iść szybciej niż pozwalacie na to jego nogom i koń przełoży swoje zachowanie na otwarty pysk, machający ogon, drepczące kończyny i sylwetkę „wysoko ogon – wklęsły grzbiet”.

Jeśli widzisz wściekłego jeźdźca, znaczy to że nie koń, lecz dosiadający go człowiek wymaga psychoterapii. Dla Pata: Na świecie istnieją dwie grupy ludzi: koniarze i cała reszta! Koniarze dzielą się natomiast na pięć grup: naturalni, normalni, zakręceni, nieznośni i świry. Widzę ich wszędzie! Wiecie, kto jeszcze dzieli ludzi na takie kategorie? Konie! One potrafią czytać z ludzi jak z książki. Bądźcie świadomi waszej mowy ciała, mimiki i zamiarów, tak byście mogli nauczyć waszego konia, żeby odczytywał wasze działania i intencje i wiedział, kiedy powinien być zaniepokojony, a kiedy nie. Koń potrzebuje przywódcy – spokojnego, opanowanego, skupionego. Naturalny Jeździec musi nauczyć się myśleć jak koń, aby móc przewidzieć jego reakcje.

Mamy dwa sposoby

Oparty na przemocy styl angielski i dążący do porozumienia styl naturalny. Na koniec garść podstawowych zasad naturalu. Zauważcie, że maja charakter uniwersalny i równie dobrze można je odnieść np. do dzieci. Nie ma złych koni, a jedynie nie rozumiejące nas i naszych oczekiwań. Zwłaszcza kiedy uczymy je czegoś nowego musimy pamiętać, że ich odmowa wynika z braku zrozumienia lub zaufania a nie z ich złej natury. To zupełnie tak, jak ze „złymi dziećmi”.

Nie ma problemów końskich, są tylko problemy ludzkie. To może jedna z najtrudniejszych do zaakceptowania przez jeźdźców prawd. Konie bez nich na ogół są ok. Problemy pojawiają się kiedy to my zaczynamy ingerować w ich życie. Jak mówi Tom Booker z powieści ‘Zaklinacz koni’ – „Pomagam nie ludziom, którzy mają problemy z końmi, ale koniom, które mają problemy z ludźmi.” Podobnie jak w przypadku problemów rodzic czy nauczyciel dziecko. Powodem konfliktów są zawsze błędy popełnione przez tego pierwszego. I moje ulubione: „Możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie możesz go zmusić żeby się napił” – doskonałe, np. w odniesieniu do dorastających nastolatków. To, co najważniejszego Natural wniósł do jeździectwa, to położenie nacisku na fakt, iż komunikacja oznacza obustronną, a nie jednostronną wymianę informacji .

Jaki jest cel tej zabawy?

Jeśli jednak zdecydujemy się na poznanie mechanizmu komunikacji z użyciem języka koni, pracę nad sobą i trening naturalny, to szybko nauczymy się z ziemi pozyskiwać konie akceptujące nas jako przewodników stada i chętnie odgadujące nasze oczekiwania. Odkryjemy to, co w Jeździectwie Naturalnym najpiękniejsze – powodowanie koniem wzrokiem, intencją, skupieniem, energią, oddechem, a więc pomocami mentalnymi w zamian za mechaniczne czy klasyczne jak wędzidła, wodze, wytoki , nachrapniki, palcaty czy łydka lub dosiad. Uzyskamy relacje i lekkość o jakich marzy prawie każdy jeździec ponieważ motywację oczekiwanych zachowań konia przeniesiemy w sferę jego decyzji.

wykres 2

Źródło: Andrzej Makacewicz : NATURAL HORSEMANSHIP – JEŹDŹIECTWO NATURALNE cz 1

Wiecej na ten temat przeczytaj tutaj.